poniedziałek, czerwiec 12, 2006

Jak ich nie uwielbiać ?!?!


Ten kraj jest niemożliwy, a to też za sprawą mieszkańców, jest ich 4 razy mniej niż Polaków średnio 10 cm mniejsi a ile zamieszania potrafią narobić…
Przede wszystkim robią masę hałasu, prawdziwy kierowca portugalski musi używać klaksonu średnio co 10 minut a w godzinach szczytu- cały czas, więc jak się mieszka koło ulicy to budzik staje się zbędny…

O spóźnieniu to chyba nie muszę pisać… zawsze, ciągle, długo… Jak się umawisz na 23, to o tej 23 dopiero z domu wychodzisz… na smsa odpiszą ci po paru godzinach jak nie w jednym z kolejnych dni, bo przecież spoko, w końcu odpisze, wiec lepiej dzwonić do takiego, zresztą tu ciągle gadają przez telefon na ulicach, w sklepie, metrze, drą się do słuchawek i machają rękami ;) Policzono że jest 10 mln Portugalczyków i 11 mln tel komórkowych w kraju J i to możliwe, nie starczyłoby mi palców u rąk żeby policzyć znajomych, którzy noszą 2 komórki, po jednej do każdej kieszonki ;)

Choć przyznać muszę, że jedno się nie spóźnia… komunikacja, co jak co ale pociągi, metro, autobusy się nie spóźniają, no raz zdarzyło mi się czekać na tramwaj godzinę ale jak na pół roku bycia tu, to niezła statystyka…

Mają swoje małe celebracje codzienne, rano pastelarie są wypełnione, taki mały, czarny Portugalczyk wpada przed pracą na małą czarną kawkę i biegnie dalej.. Ale ten zwyczaj mi się podoba, a kawke mają przepyszna i tańszą niż u nas !!

Ogólnie Polacy są dobrze odbierani, przede wszystkim Polki, są postrzegane jako miłe, dobre, zadbane… wiadomo ;) W ambasadzie szef mówił ze w zeszłym roku zarejestrowano kilkadziesiąt małżeństw polsko-portugalskich, w tym zaledwie jedno Polak i Portugalka, cała reszta to Polki z portugalskimi panami, ale jakoś mnie te statystyki nie dziwią.

Polska jest tu nawet znana, bardzo często spotykam ludzików którzy byli, albo wybierają się do Polski i nawet umieją coś powiedzieć, i to nie tylko kelner co na ulicy zaprasza wydzierająć się „Dobry wieczór zapraszamy” ale starsi chwalą oczywiście papieża, na ulicy nam współczuli przegranej z Ekwadorem a w klubie na moją odpowiedź że jestem z Polski chłopak powiedział „dzień dobry” po czym stwierdził że umie coś jeszcze i dumnie wyrecytował „apteka” , to było akurat bardziej wyszukane, bo z „jak się masz” i „piwo” to raczej często można się spotkać.



A prywatnie spotykamy się z życzliwością raczej, wiadomo że wszędzie są źli i dobrzy ludzie. Tutaj tez nie brakuje meneli i oszołomów co się za tobą wydzierają, pseudo-maczo którym się w głowie poprzewracało itd. Ale zdarzają się takie sytuacje że nie możemy się nadziwić, pieszych na ulicy zawsze przepuszczają, uśmiechają się, ostatni pan naprawił koleżance walizkę w serwisie, na pytanie ile, stwierdził że to na dobrą podróż i nic nie chce, zawsze pokażą, pomogą, policjanci za przejście na czerwonym nie krzyczą, są ważniejsze i groźniejsze sprawy, ci w ogóle są wyrozumiali, a jak już mówisz w ich języku to masz dodatkowe sto punktów opowiedzą Ci historie życia, rodziny i Portugalii…

A to też mi się podoba- miłość do kraju, jeszcze nie widziałam ulicy, gdzie flag by nie było! A w radykalnych przypadkach to obok flagi portugalskiej powiewa jeszcze flaga ulubionej drużyny, tak jak tu obok niebiesciutka FC Porto choć z tym to już trochę przesadzają;) Ale niekiedy to fachowo, jak widać wyżej, wypatrzyłam przypiętą wprawdzie spinaczami do bielizny ale tylko tymi w narodowych kolorach- zielone, żółte i czerwona na przemian :D

Raczej są powolni, wyluzowani, nie wyglądają na speszących sie nigdzie, pwenie żyje im się z tym lepiej, choć czekając w puncie ksero dstaję na ogół biełej gorączki, kiedy 3 panie stoją nad jedną maszynka platy lecą, pączki wcinają a z kopii nici...

Jedzenie to też inna bajka, przepyszne, ale jak na mój gust to za późno się za to zabierają, o 23 pałaszować takie ilosci to zbrodnia...

Coś w nich jest podobnego do Polaków, ale raczej to inna bajka, jednak… ja lubię tą bajkę ;) To chyba już widać bo dzień zaczynam zaparzając sobię mikroskopijną kawkę mimo że na ogół już jestem spóźniona …